• Youtube
  • Facebook
  • X
  • Szukaj

Sprawa Damazego Tilgnera

Pamiętając o tym, co działo się w pamiętnym Marcu 1968 r. w Gdańsku i w Polsce warto zatrzymać się na chwilę przy jednej z osób represjonowanych w tym czasie. Chodzi o profesora Damazego Jerzego Tilgnera, który za wyrażenie swych opinii w żartobliwym w tonie prywatnym liście został dyscyplinarnie zwolniony z Politechniki Gdańskiej, co w praktyce równało się skazaniu na śmierć cywilną.

12.03.2026

Profesor przyszedł na świat 26.11.1904 r. w Miejskiej Górce koło Rawicza w dawnej rejencji poznańskiej. Jego ojciec Hieronim był kupcem i pochodził z rodziny o niemieckich korzeniach, sam jednak już czuł się Polakiem. Matką Damazego była córka powstańca wielkopolskiego Kazimiera z domu Wolańska. Najmłodsze lata przyszły profesor spędził z rodziną w Berlinie, natomiast po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Tilgnerowie przenieśli się do Poznania, gdzie w 1923 r. młody Damazy ukończył Gimnazjum Męskie im. Karola Marcinkowskiego. Przez następne cztery lata studiował na wydziale rolniczym Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie w 1927 r. uzyskał dyplom inżyniera w zakresie technologii rolnej. Pracę zawodową zaczął w 1925 r. Pracował między innymi w fabryce konserw „Zagłoba” w Opolu Lubelskim a następnie w Kujawskiej Wytwórni Win w Kruszwicy. Na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XX w. przebywał w Stanach Zjednoczonych, gdzie zdobywał doświadczenie, które później starał się wykorzystywać w swojej pracy w Polsce. Pracował wówczas w kilku amerykańskich wytwórniach żywnościowych a oprócz tego prowadził badania w zakresie technologii zamrażalnictwa na Stanowym Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley.

Damazy Tilgner łączył pracę w przemyśle z działalnością naukową. Doktoryzował się w Poznaniu w 1932 r. W międzywojennej Polsce sprawował m.in. funkcję kierownika standaryzacji w Państwowym Instytucie Standaryzacji Eksportu, gdzie dbał o należytą jakość polskich produktów spożywczych przeznaczonych na eksport. Dzięki niemu polska szynka, czyli „polish ham” stała się znana w USA a sam profesor coraz częściej reprezentował Polskę jako naukowiec podczas międzynarodowych sympozjów.

Podczas II wojny światowej w myśl tajnej dyrektywy prezesa Związku Izb Przemysłowo-Handlowych został powiernikiem, który zarządzał dwiema przejętymi przez Niemców warszawskimi fabrykami. Gdy został zwolniony z tej funkcji, otrzymał od ich załóg podziękowania. Oprócz tego zaangażowany był również w działalność konspiracyjną. Pod pseudonimem „Jaromir” działał w tajnej organizacji „Zryw”, gdzie był organizatorem samoobrony gospodarczej. Oprócz tego przechowywał w swym mieszkaniu dokumenty i pieniądze dowódcy batalionu „Parasol” AK Adama Borysa.

Po wojnie jako pełnomocnik główny ds. gospodarki Grupy Operacyjnej Pomorze przejmował z rąk Armii Czerwonej przejęte przez nią zakłady przemysłowe. Początkowo wierzył w wizję rządów Polski Ludowej i jako członek Stronnictwa Pracy został posłem na Sejm w kadencji 1947-1952. Wkrótce jednak zdał sobie sprawę, że władze komunistyczne nie słuchają tego, co miał do powiedzenia i zrezygnował z kariery politycznej.

W 1947 r. zaczęły się jego związki z Politechniką Gdańską. W tym samym roku habilitował się w Poznaniu, ale to z gdańską uczelnią związał się przez następne wiele lat. W 1950 r. został kierownikiem Katedry Technologii Produktów Zwierzęcych na Wydziale Chemii PG. Wykształcił tam wielu specjalistów, napisał wiele publikacji naukowych i w latach sześćdziesiątych minionego stulecia był cenionym na całym świecie autorytetem w dziedzinie technologii żywności.

Właśnie wtedy zdarzyło się coś, co zaważyło na jego późniejszych losach. W 1967 r. Izrael błyskawicznie pokonał koalicję państw arabskich podczas tzw. wojny sześciodniowej. Wkrótce potem profesor Tilgner napisał do jednej ze swych znajomych żartobliwy a miejscami nawet nieco sarkastyczny list. Wyrażał w nim radość ze zwycięstwa armii izraelskiej a oprócz tego wyrażał się niepochlebnie o krajach arabskich, ich mieszkańcach oraz o pochodzącej z awansu społecznego polskiej inteligencji technicznej. Zawarł w nim też krytykę niektórych aspektów PRL-owskiej rzeczywistości w czasach tzw. późnego Gomułki. Korespondencja wpadła w ręce funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, którzy po zapoznaniu się z nim udostępnili jego treść Prokuraturze Wojewódzkiej w Gdańsku. W związku z faktem, iż nawet Konstytucja PRL z 1952 r. chroniła tajemnicę korespondencji prywatnej a SB i prokuratura poznały treść listu w nielegalny sposób, prokurator Jan Miklas postanowił, aby sprawą zajęli się sami pracownicy PG. W listopadzie 1967 r. wysłał do Rzecznika Dyscyplinarnego dla Pracowników Nauki w PG pismo, z którego wynika, że Damazy Tilgner wychwalał agresję imperialistyczną Izraela, godził w rację stanu Państwa Polskiego negując oszczerczo zagraniczną politykę PRL i poniżał polską inteligencję techniczną.

W styczniu 1968 r. Senat PG uznawszy, że profesor nie posiada kwalifikacji ideowych i moralnych niezbędnych do wykonywania funkcji nauczyciela i wychowawcy młodzieży, zdecydował o wydaleniu go ze służby. Damazy Tilgner zaskarżył to postanowienie i odwołał się do Wyższej Komisji Dyscyplinarnej dla Pracowników Nauki przy Ministrze Oświaty i Szkolnictwa Wyższego. Jednak podczas odbytego w dniu 12 czerwca 1968 r. posiedzenia orzekła ona, że należy dyscyplinarnie zwolnić profesora ze służby, gdyż obwiniony nie może prowadzić działalności dydaktyczno-wychowawczej z młodzieżą. Wszystko to działo się w kontekście prowadzonej przez ówczesne władze PRL nagonki antysyjonistycznej.

Po zwolnieniu z pracy na PG profesor Tilgner miał załamać się a dalsze życie prowadzić w zapomnieniu. Chociaż w Polsce nie drukowano jego publikacji a z prac zbiorowych wykreślano jego nazwisko z grona autorów, to jednak nie dał się złamać. W swoim małym mieszkanku przy ulicy Abrahama w Sopocie wciąż pracował wzbogacając dorobek nauki polskiej i opublikował wiele pozycji za granicą. W 1973 r. został nawet członkiem honorowym brytyjskiego Institute of Food Science and Technology.

W 1981 r. po powstaniu NSZZ „Solidarność” nastał w Polsce nieco inny klimat polityczny, dzięki czemu podjęto próbę rehabilitacji profesora. Ze względu na stan wojenny sprawa ta nieco się przeciągnęła, w końcu jednak Komisja Dyscyplinarna Nauczycieli Akademickich PG w styczniu 1986 r. uniewinniła go i nie stwierdziła, aby popełnił on przewinienie dyscyplinarne. Pod koniec życia znów otoczony był powszechnym szacunkiem, co wyrażało się m.in. w przyznaniu mu tytułu doktora honoris causa Politechniki Gdańskiej. Zmarł w Sopocie 19.02.1997 r. Dwa lata później został patronem jednej z ulic w gdańskiej dzielnicy Chełm.

 

                                                                                             Sławomir Formella

do góry